Poród- opinia o szpitalu Malarkiewicz Olsztyn

Kategoria: Ciąża Opublikowano: poniedziałek, 04, kwiecień 2016 Drukuj E-mail

Ponad 18 miesięcy temu przyszedł na świat nasz synek. W najbliższym mieście oprócz tego, w którym rodziłam są jeszcze 2 szpitale. Dlaczego Malarkiewicz? Zależało mi na komforcie,jak największej swobodzie oraz opiece. Pozostałe szpitale odpadały gdyż nie mogły mi tego zapewnić oprócz opieki. To był mój pierwszy poród chciałam mieć salę pojedynczą w ostatecznie 2 osobową. Ne wyobrażałam sobie leżeć na sali gdzie jest jeszcze 5 innych osób plus dzieci i jeszcze ich rodziny. To chwila, w której chcemy być z najbliższymi, potrzebujemy

spokoju, ciszy a sale 4 i więcej osobowe nie sprzyjają temu a zwłaszcza gdzie łazienka jest na kilka sal. Szpital,który wybraliśmy jest szpitalem prywatnym, ale jest możliwość rodzić na NFZ. Standard jest oczywiście wyższy niż w pozostałych szpitalach. Budynek i sprzęt nowy. Opieka na zupełnie innym poziomie niż w państwowych. Będąc w ciąży odwiedzałam znajome i i siostrę w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Olsztynie. Widząc warunki lokalowe oraz opiekę nad rodzącymi i maleństwami przeraziłam się faktem, że okazało miałam cukrzycę ciążową. Gdyż w Malarkiewiczu mogą rodzić tylko kobiety z prawidłową ciążą. Po konsultacji ze swoim ginekologiem ustaliłyśmy, że jeżeli uda mi się być na diecie to nie będzie problemu z porodem w tym szpitalu. Udało się przetrwać bez insuliny choć był to bardzo trudna walka. W bardzo gorący lipcowy dzień po godzinie 9:20 przybyliśmy ze skurczami do szpitala. Mąż został w rejestracji żeby wypełnić dokumenty, natomiast mnie zabrali do pomieszczenia, w którym podłączono mi Ktg, przeprowadzono badanie ginekologiczne oraz założono wenflon. Gdzie okazało się, że mam 5 cm rozwarcia więc czym prędzej zabrali mnie na pierwsze piętro do sali porodowej. Szok piękna wszystko nowiutkie, dużo miejsca piękny widok za oknem las. Lekarz będący na dyżurze przeprowadził, że mną wywiad co do ciąży i chorób przebytych podczas niej. Potem bardzo mocne skurcze, nieodzowna pomoc położnej, bez której nie poradziła bym sobie. Dodawała mi otuchy gdy już miałam dość i o 11,15 urodził się nasz synek. Potem mały konflikt ze względu na to, że nie chcieliśmy szczepić dziecka w pierwszej dobie i że mój mąż chciał zostać ze mną na noc. Najgorsze było czekanie jak się zwolni miejsce na sali gdyż jak wiadomo lipiec był miesiącem bardzo urodzajnym. Mąż dostał synka na kangurowanie gdy ja rodziłam łożysko. Na początku trafiliśmy na sale 2 osobową. Była duża w porównaniu do tej w której leżała moja siostra wraz z 3 innymi mamami w innym szpitalu. Łóżko bardzo wygodne. Po pierwszej dobie okazało się, że Maksik zaraził się ode mnie paciorkowcami i musiał dostać antybiotyki dożylnie. Po czym zostaliśmy przeniesieni do sali jedno osobowej. Internet, telewizja darmowa, własna łazienka, super widok,w sali jednakowa temperatura pomimo że nie było klimatyzacji w sali było przyjemnie. Opieka na wysokim poziomie. W każdej chwili mogłam poprosić o pomoc czy to w mojej sprawie, czy doradcę laktacyjnego czy w sprawie mojego synka. 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Streetcom